Przetwory Warszawskie

Są takie dni w roku gdy należy odwiedzić rodzinę. Wiąże się z tym ciekawe zjawisko – wraca się ciężej – chodzi mi tu o produkty spożywcze. Śmieją się, że tylko Słoiki zwożą słoiki jednak moim zdaniem to nie prawda. Te szczelnie zamknięte słodkie, kwaśne, konserwowe, małosolne i inne takie przetwory (które smakiem przenoszą nas do czasów dzieciństwa, gdzie charakterystyczny „pyk” zassanego wieczka jest niczym magiczna inkantacja rozpoczynająca nasze doznania smakowe) nie wiążą się jedynie z przyjezdnymi. Ten kto nie zasmakował domowych wyrobów nie zna życia bo to co można kupić w sklepie ma się nijak do prawdziwości smaku. Przywozimy je bo są lepsze i smaczniejsze, choć niezaprzeczalnym faktem jest to, że odległość zwiększa masę zwrotną tudzież powrotną stąd zapewne wzięło się określenie przyjezdnych jako Słoiki.

Jednak moje skojarzenie przeszło inną metamorfozę. Gdy tak słuchałem otoczenia, opowieści, historii i sentymentalnych westchnień odnośnie Warszawy ktoś przyniósł słoik dobrej zagrychy. Naprawdę doskonały domowy produkt. Pomyślałem, że to fantastyczne móc coś zamknąć w taki sposób, że po upływie miesięcy czy lat wygląd i smak się nie zmienia. Gdyby można było tak samo zrobić ze wspomnieniami. Zachować nie tylko ich obraz ale również smak i zapach. A przy specjalnych okazjach otwierać je i konsumować we wspólnym gronie by każdy mógł ocenić ten rzeczywisty produkt a nie same słowa. I tak moja pokręcona logika zaprowadziła mnie do zakonserwowania kawałka Warszawy. Są to trzy rodzaje konserwacji: miejsca, które się nie zmieniły, które uległy zmianie oraz te których już nie ma.

sloik1

sloik2

sloik3

sloik4

sloik5

sloik6

 

 

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *